Ostatnie spotkanie, w ramach programu Comenius: „Let’s share our culture” odbyło się na małej greckiej wyspie Chios („rzut kamieniem” od granicy z Turcją). Poniedziałek – 4 czerwca – to czas przyjazdów, powitań i poznania trochę innej kultury. Przyjechali wszyscy partnerzy wspólnego projektu – z Estonii, Czech, Holandii, Hiszpani, Włoch, oczywiście z Polski i organizatorzy spotkania Grecy. Ostatnie spotkanie odbyło się przy upalnej pogodzie (ponad 300C), wśród pięknie kwitnących drzew: mimozy, bugenwilli, oleandrów, granatów i owocujących drzew figowych i cytrusowych.

Aż trudno uwierzyć, że w tak pięknym miejscu, losy mieszkańców wyspy wcale nie były zbyt wesołe.

Archeologiczne odkrycia udowodniły, że wyspa ta była zamieszkiwana już w okresie neolitu, około 6 000 lat p.n.e – Emporio. Region ten był doskonałym miejscem do zbudowania przystani dla statków, otoczony żyzną równiną z dużą ilością wody pitnej. Około 3 000 r p.n.e osada została zniszczona w wyniku pożaru. Odbudowano ją jednak i stała się jednym z większych miast w rejonie Morza Egejskiego – zajmując powierzchnię około 30 ha. Wykopaliska archeologiczne odkryły kamienne domy, naczynia garncarskie oraz narzędzia z drewna, kości i metalu. Wszystkie te znaleziska można zobaczyć w Muzeum Archeologicznym Chios. Około 1 100 r p.n.e osada ta została zniszczona przez pożar i opuszczona przez mieszkańców.

Około 1000 lat p.n.e. rozwinęło się miasto Chios – za sprawą Ionian, którzy przybyli z kontynentu i zaczęli kolonizować wyspy. Przez kolejne setki lat wyspa okupowana była przez Persów, Ateńczyków, Rzymian, często była również atakowana przez piratów. W 1566r. wyspa została podbita przez Turcję i pozostawała pod jej wpływami przez około 350 lat. Ekonomia gospodarcza wyspy uległa znacznemu pogorszeniu. Bogata wyspa, zamieszkiwana przez zamożnych właścicieli ziemskich i olbrzymia flota morska – jedna z najlepszych na Morzu Egejskim – zaczęły chylić się ku upadkowi. Wojna o niepodległość spod okupacji tureckiej, która wybuchła w 1822 roku, doprowadziła do wielkiej masakry. Turcy wylądowali na wyspie i dokonali rzezi na mieszkańcach wyspy. Spośród 120 tys. mieszkańców przeżyło tylko 1800 osób. Turcy zostawili ich przy życiu tylko dlatego, aby pracowali na plantacjach drzew mastikowych. Kolejnym nieszczęściem było silne trzęsienie ziemi – w 1881r. – które zniszczyło całe miasto Chios. Wyspa Chios uzyskała wolność dopiero po wojnie bałkańskiej i powróciła do Grecji w 1913r.

5 czerwca – wtorek

Pierwsze spotkanie w szkole odbyło się na placu szkolnym, który jest jednocześnie miejscem imprez szkolnych, salą gimnastyczną i „korytarzem” dla uczniów w czasie przerwy między lekcjami. Cały plac ułożony jest w postaci mozaiki z białych i czarnych kamieni (takie mozaiki zobaczyliśmy jeszcze w wielu miejscach Chios). Przywitali nas dyrektor szkoły – Marcos i koordynator projektu – Stella, goście z partnerskich szkół przedstawili się a uczniowie przygotowali piękne przedstawienie, które zbiegło się z obchodami Światowego Dnia Ochrony Środowiska. Szkoła jest mała (liczy niewiele ponad 100 uczniów), ale wszyscy zaangażowali się maksymalnie w przygotowanie całego przedsięwzięcia – uczniowie, nauczyciele i rodzice.

Światowy Dzień Ochrony ŚrodowiskaLekcja wychowania fizycznego

Kolejnym etapem poznawania wyspy było zwiedzenie Biblioteki Korais, położonej bardzo blisko szkoły. Jest to jedna z najważniejszych greckich bibliotek założona w XIX wieku. Znajduje się w niej ponad 150 tysięcy tomów unikatowych i rzadkich wydań książek, map, ikon, rysunków, gazet i czasopism. Można zobaczyć tu kolekcję sztuki ludowej oraz galerię obrazów podarowanych przez rodzinę Argentis. Szkoła współpracuje z biblioteką i wiele lekcji oraz zajęć odbywa się na terenie biblioteki.

Po powrocie mieliśmy okazję zwiedzić szkołę, odwiedzić uczniów w salach lekcyjnych i zobaczyć w jaki sposób pracują na lekcjach. Następnie udaliśmy się do Urzędu Miasta na spotkanie z burmistrzem Chios.

Sala lekcyjnaWejście do posiadłości rodziny Argenti

Na zakończenie dnia zaplanowano wycieczkę do Kampos. Na południe od miasta Chios znajduje się bardzo żyzna równina, na której od setek lat uprawia się drzewa cytrusowe. Bogaci właściciele ziemscy zakładali plantacje, odwiedziliśmy posiadłość rodziny Argenti, jednej z najbogatszych rodzin na wyspie – właścicieli olbrzymich plantacji drzew cytrusowych. Obecnie, posiadłość przekształcona jest w ekskluzywny hotel, natomiast okoliczne tereny z sadem drzew pomarańczowych udostępniony jest do zwiedzania. Rodzina Argenti jest bardzo zasłużoną rodziną dla wyspy – angażowała się m.in. we wzbogacanie zbiorów biblioteki Korais, którą odwiedziliśmy wcześniej.

W czasie wielkiej masakry – w 1822r. – Kampos zostało całkowicie splądrowane przez Turków i opuszczone przez właścicieli, którzy rozproszyli się po całym świecie.

Rezydencje w rejonie Kampos zbudowane są z czerwonego kamienia (pozyskiwanego tylko na wyspie Chios) i otoczone bardzo wysokimi murami (2,5 – 3m). Na początku wydawało się, że jest to pewna ochrona przed rabusiami; okazało się, że jest to ochrona, ale przed kurzem, wiatrem i zimnem, które mogą zaszkodzić delikatnym drzewom cytrusowym. W przeszłości, sady były podlewane przez wielkie koła wodne (jak na zdjęciu) napędzane przez zwierzęta, a dzisiaj nawadnianie odbywa się dzięki energii elektrycznej. W pobliżu koła wodnego znajduje się marmurowy basen (cysterna), w którym woda była przechowywana na czas suszy. Drzewa pomarańczowe potrzebują dużo wilgoci a lato na Chios jest bardzo suche i gorące.

Posiadłość rodziny ArgentiDrzewa pomarańczowe - sadDrzewa mastyksowe w czasie zbiorówPrzetwarzanie, ręczna obróbka mastyksuRęczne czyszczenie żywicyHotel w posiadłości Argenti

Kwitnący granatPrzed budynkiem szkołyMarcos - dyrektor szkołyŚwiatowy Dzień Ochrony ŚrodowiskaLekcja wychowania fizycznegoW sali lekcyjnejSala lekcyjnaPosiadłość rodziny ArgentiHerb Rodziny ArgentiWejście do posiadłości ArgentiPosiadłość rodziny ArgentiPosiadłość rodziny Argenti

6 czerwca – środa

Wcześnie rano wyruszyliśmy na wycieczkę, w celu poznania różnych rejonów wyspy. Pierwszym etapem były tzw. drzewa mastikowe uprawiane w rejonie zwanym „Mastihochoria”. To wiecznie zielone drzewo jest uprawiane wyłącznie na tej wyspie, a pozyskiwana żywica tego drzewa jest chroniona prawem przez Unię Europejską jako produkt wyłącznie grecki. Dlaczego tyle zamieszania z powodu drzewa, które niczym niezwykłym się nie wyróżnia? Dlatego, że pozyskiwana żywica była (i jest nadal) głównym produktem odpowiedzialnym za rozwój gospodarczy i społeczny wyspy. Z powodu mastiku Chios wielokrotnie stanowił cel dla zdobywców, dlatego wiele wiosek zostało zbudowanych jak twierdze, żeby chronić mastik i mieszkańców przed najazdami.

Chciałbym trochę zatrzymać się przy tym temacie, ponieważ produkt, o którym piszę jest wyjątkowy.

Drzewo mastikowe ma wygląd niskiego krzewu, lub jak sama nazwa mówi drzewa, o poskręcanych gałęziach, szarym pniu, na którego powierzchni widać pomarszczoną korę, z której wydostaje się mastik (żywica). Najstarsze wzmianki o mastiksie pochodzą już z V w p.n.e. Mieszkańcy starożytnej Grecji używali go jako pierwszej gumy do żucia, do wybielania zębów. Regularna uprawa drzewa mastikowego rozpoczęła się w 250 r n.e. (jak mówi legenda: drzewo „rozpłakało się”, gdy święty Izydor był torturowany przez Rzymian – właśnie w 250 r.)

Pomimo, iż mastik (lub mastyks) jest znany już od czasów starożytnych, to dopiero wiele setek lat później poznano jego właściwości. Obecnie, znany jest na całym świecie w medycynie, ponieważ jako lek lub guma do żucia absorbuje cholesterol, jest antybakteryjny, działa antyseptycznie w jamie ustnej, wspomaga trawienie, wzmacnia dziąsła, leczy rany i zostało udowodnione, że wspomaga leczenie wrzodów żołądka. Oprócz tego jest wykorzystywany w gorzelniach do produkcji likieru mastyksowego i ouzu o smaku mastyksu. Posiada również zastosowania kulinarne, do produkcji wypieków i słodyczy – ciast, lodów i cukierków. W przetworzonej formie jest również stosowany jako główny składnik past do zębów, szamponów, perfum, kadzideł i lakierów. Wiele produktów można kupić w sklepie internetowym – mastihashop.

Do uprawy i przetwarzania mastyksu wykorzystywana jest tradycyjna technika: kendos. Wymaga ona dużych nakładów pracy ludzkiej i czasu, dzięki którym właściwości mastyksu są lepsze, a jego jakość wyższa. Żmudna praca rozpoczyna się w lipcu i trwa do końca września (zanim rozpoczną się jesienne deszcze). Dla plantatorów mastyksu dzień zaczyna się wcześnie przed wschodem słońca. Proces zbioru zaczyna się od wygładzenia i oczyszczenia ziemi wokół drzew. Oczyszczane są również pnie, które nacina się. Następnie podłoże pokrywane jest białą glinką aby „łzy” pozostały czyste i schły szybciej, gdy spadną na ziemię. Następnie wykonuje się nacięcie w kształcie łuku. Praca kończy się, zanim słońce osiągnie najwyższy punkt na niebie. Kiedy „łzy” wyciekną, pracownicy zbierają każdy cenny kryształ. Po powrocie do domu zaczyna się oczyszczanie kryształów – za pomocą mydła i zimnej wody, suszenie i zeskrobywanie zanieczyszczeń. Później jest transportowany do specjalnych laboratoriów, w których jest on przetwarzany aby trafić na rynek.

Dom, w którym mieszkał Krzysztof KolumbMestaCzarna plaża

7 czerwca – czwartek

Dzień bardzo ważny dla uczniów greckiej szkoły – zakończenie roku szkolnego. Klasy I zaprosiły nas na uroczystość połączoną z występami. Uczniowie najmłodszej klasy (wraz z rodzicami) przygotowali stroje charakterystyczne dla każdego z państw realizowanego projektu oraz wiersze i taniec wybranego kraju. Statek, który „wypłynął” z Chios odwiedzał różne kraje, okrążając całą Ziemię. Poza krajami, które biorą udział w projekcie „Let’s share our culture” odwiedził również Stany Zjednoczone (Hawaje), Rosję i Japonię. Ciekawe jak dopłynął do Czech?:) Dzieci doskonale przygotowały się do występów a wszyscy widzowie bawili się w rozpoznawanie krajów. „Polska para” brawurowo wykonała „Zajączka”. Tańca uczyły się odtwarzając płytę DVD, którą dostały na jednym z poprzednich spotkań programu Comenius.

Czy potraficie rozpoznać „polską parę”?

Charakterystyczne zdobienia w Pyrgi

Kolejnym etapem było zwiedzanie średniowiecznych miast – Pyrgi i Mesty. Zbudowane w XIV wieku mają starannie zaprojektowany układ z umocnionych bram i wąskich uliczek, aby chronić przed częstymi najazdami piratów. W Pyrgi charakterystyczny dla tego miasta sposób malowania domów sprawia, że każdy z nich wygląda inaczej. Budynki najpierw pokrywa się szarym tynkiem a następnie maluje na biało. Później przez zdrapywanie białej farby tworzy się przeróżne wzory i obrazy na ścianach domów. Balkony domów po przeciwnych stronach ulicy są tak blisko siebie, że stojący na nich ludzie mogą się przywitać podając rękę.

Na zdjęciu obok, w domu z bordową bramą mieszkał Krzysztof Kolumb, który przyjechał do Pyrgi w poszukiwaniu najlepszych żeglarzy z wyspy, którzy popłynęli wraz z nim odkrywać nowe, nieznane lądy. Wyspa Chios w ówczesnych czasach była potęgą morską posiadającą doskonale wyszkolonych żeglarzy.

Jaskinia Olimpi słynie z niezwykłych formacji stalaktytów i jest jednym z najpiękniejszych zabytków naturalnych Grecji. Według archeologów, stalaktyty zaczęły tworzyć się w jaskini około 150 mln lat temu. Ciekawostką jest to, że niektóre stalaktyty są skośne, co zupełnie przeczy zjawisku grawitacji. Na zdjęciu poniżej, „czarna plaża” (Black pebbles) powstała prawdopodobnie w wyniku wybuchu wyspy Santorini w 1600 r. p.n.e. Na wzgórzu starożytna wioska „Emporio” – zamieszkana od 1800r. p.n.e.

Jaskinia "Olimpi"Przedstawienie

Grecja

Włochy

Hiszpania

Estonia

Polska

Czechy

Holandia

Hawaje

RosjaPark miejski

Tego samego dnia zwiedziliśmy również Muzeum Archeologiczne Chios, w którym znajdują się przedmioty wykopane na terenie starożytnej wioski „Emporio” i w innych miejscach wyspy oraz park miejski z piękną śródziemnomorską roślinnością.

Ciekawostką było odwiedzenie północnych przedmieści miasta Chios – Vrontados. Znajduje się tutaj „kamień Homera”, zwany również „kamieniem nauczyciela”, gdzie według legendy – poeta siedział i nauczał poezji. Vrontados odwiedził również Krzysztof Kolumb w celu zbadania map morskich i uzyskania informacji doświadczonych Vrontadian – marynarzy, którzy pomogli mu w wielkiej podróży i odkryciu Ameryki.

We Vrontados kultywowana jest niezwykła tradycja. Zwyczajem wielkanocnym jest wojna rakietowa pomiędzy dwoma „konkurencyjnymi” parafiami: parafią św. Marka i parafią św. Marii. „Wojna” rozpoczyna się około 20.00 w sobotę wielkanocną i kończy około 12.30 w niedzielę. W tym czasie wystrzelonych jest około 60 000 fajerwerków. Wygrywa parafia, która jako pierwsza trafi w dzwonnicę przeciwnika. Wojna rakietowa jest widowiskowym i bardzo hałaśliwym wydarzeniem, którego początki sięgają XIX wieku. W tym czasie, do Chios, przyjeżdżają turyści z całego świata.

Wieczorem, koordynatorzy projektu „Let’s share our culture” dopracowali zakończenie sprawozdania z przebiegu całego projektu, rozdzielili produkty końcowe projektu i po raz ostatni wymienili się „pamiętnikami”, które uczniowie poszczególnych państw uzupełniali przez ostatnie 2 lata. Stella – koordynator projektu – przedstawiła prezentację greckiego systemu edukacji.

Nea MoniNea MoniAnavatosLithiLithiW szkole

JaponiaPark miejskiSkała HomeraVrontados - rocket warNea Moni

8 czerwca – piątek

Ostatni dzień naszego pobytu rozpoczął się wycieczką do XI – wiecznego klasztoru Nea Moni – wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Klasztor został ufundowany około roku 1045 przez cesarza Konstantyna IX w miejscu odnalezienia cudownej ikony Matki Boskiej. W czasach swojej świetności należał do najbogatszych klasztorów w całej Grecji. Mieszkało w nim około 600 mnichów. Ściany klasztoru zdobiły liczne mozaiki. Podczas wojny o niepodległość Grecji w 1822 roku Turcy dokonali tu masakry wszystkich mnichów oraz 3 500 mieszkańców wyspy (głównie kobiet i dzieci), którzy schronili się w klasztorze przed inwazją. Z tego powodu Nea Moni jest dziś dla Greków sanktuarium pamięci narodowej. W murach klasztoru zwiedzającym udostępnione jest ossuarium – kaplica ze szczątkami ofiar rzezi. Turcy splądrowali kompleks powodując znaczne zniszczenia zabudowań klasztornych. Znaczna część mozaiki została zniszczona lub poważnie uszkodzona podczas trzęsienia ziemi w 1881 roku.

Anavatos - wymarłe miasto

Niedaleko Nea Moni znajduje się wymarłe miasto – Anavatos (bizantyjska baszta). Ulokowana jest na dużej granitowej skale i urwisku. Miejsce to zachowało swoją historię, zwiedzający mogą to odczuć spacerując po kamienistych ścieżkach. Strome kamieniste ściany od południa i zachodu, stanowiły naturalną ochronę przed napaściami piratów. Jedyny dostęp do wsi był i jest od północy. W czasie rzezi tureckiej w 1822r. kobiety z dziećmi na rękach skakały z wysokiej skały, aby uniknąć strasznej śmierci z rąk najeźdźcy. Turcy splądrowali i zniszczyli osadę. Dodatkowych zniszczeń dokonało trzęsienie ziemi w 1881r. Obecnie osada jest miejscem opuszczonym – pozostał jedynie średniowieczny zamek na szczycie góry oraz amfiteatr na dnie wąwozu.

Po 1,5 godzinnej pieszej wędrówce po górach Chios zeszliśmy na plażę w Lithi, gdzie mogliśmy odpocząć i napić się zimnej kawy. Właścicielką restauracji jest Polka, która mieszka na wyspie od kilkunastu lat. Dzięki temu mieliśmy okazję potrzymać żywego homara wyciągniętego z akwarium, któremu jednak darowaliśmy życie i nie zjedliśmy go w czasie lunchu. Wyspa, którą odwiedziliśmy w ramach projektu jest mało znana turystycznie, nie ma na nią żadnych bezpośrednich połączeń lotniczych z Polski. Jednak w czasie kilkudniowego pobytu spotkaliśmy kilku Polaków, właściwie Polek, które na wyspie mieszkają i pracują od dłuższego czasu. Żałują, że wyspa jest tak słabo reklamowana w agencjach turystycznych na terenie Polski. Jest taką perełką jeszcze nie odkrytą przez Polaków.

Jakie wrażenia z ostatniego spotkania w ramach programu Comenius? Wspaniałe. W ciągu kilku dni mieliśmy okazję poznać ciekawą historię wyspy, zobaczyć piękną roślinność, czystą wodę w morzu, ogrzać się w promieniach greckiego słońca. Ale co najważniejsze, byliśmy miło zaskoczeni niezwykłą gościnnością naszych przyjaciół – Greków i poświęceniem nam swojego wolnego czasu i pomocą w każdej chwili. Szczególne podziękowania dla Marcosa – dyrektora szkoły, którą odwiedziliśmy – za bardzo dobre zorganizowanie ostatniego spotkania w ramach projektu oraz dla Stelli – koordynatora projektu – która włożyła dużo pracy i własnego czasu w przygotowanie całego przedsięwzięcia. Oczywiście, nie można zapomnieć o uczniach i nauczycielach, którzy swoimi występami uatrakcyjnili nasz pobyt na wyspie.

Co pozostanie w pamięci? Piękna przyroda, sympatyczni ludzie, zapach żywicy mastikowej, smak „granatówki” i „cynamonówki” oraz widok mężczyzn „bawiących się” komboloi. Dlaczego Grecy zajmują palce bezwiednym a zwinnym przekładaniem koralików parę godzin dziennie? Zapytajcie Greków a każda odpowiedź będzie trochę inna. Najczęstszą odpowiedzią jest, że pozwala na koncentrację i uspokaja nerwy. Jako pamiątkę również przywioozłem sobie komboloi. Może kiedyś się przyda?

komboloi

Opracował: Dariusz Jureczko